„Skąd jesteś?” — pytanie, które czasem mówi więcej o pytającym niż o mnie

Czuliście się kiedyś jak obywatel klasy B albo C?

Na początku myślałam, że może chwilami przesadzam. Albo nie wiem — może jestem przewrażliwiona? Ale z czasem zaczęłam zauważać, że bardzo często na podstawie akcentu czy obco brzmiącego nazwiska albo imienia jesteśmy od razu szufladkowani.

Bo umówmy się — migranci z Europy Zachodniej są fajni. Ba, czasami wręcz pojawia się pytanie: „Dlaczego oni w ogóle chcą tu mieszkać?” Takie pytania bardzo często słyszą moi znajomi Francuzi.

A już my, Polacy, jesteśmy niestety często traktowani jako tania, słabo wykształcona i pijąca siła robocza. Może trochę wyolbrzymiam, ale faktem jest, że większość z nas miała już chyba styczność z tym stereotypem.

I właśnie w związku z tym uprzedzeniem przypomniała mi się mała anegdota z mojego życia.

Mój pierworodny poszedł do pierwszej klasy. My, rodzice, dumni i lekko wzruszeni, czekaliśmy, aż skończy się pierwsza lekcja, żeby nasze dziecię wreszcie się pojawiło, a my mogliśmy je wyściskać i powiedzieć, jacy jesteśmy z niego dumni.

Staliśmy sobie razem z grupką innych rodziców, poznawaliśmy się, prowadziliśmy takie typowe niemieckie small talki. Drugie pytanie, zaraz po „Jak masz na imię?”, bardzo często brzmi przecież: „A czym się zajmujesz?”

W moim kierunku padło jednak najpierw pytanie, skąd jestem. Imię wydało się komuś na tyle nietypowe, że nie mogli odgadnąć, z jakiego kraju pochodzę.

Więc ja, dumna z siebie, mówię, że jestem z tego pięknego kraju sąsiedzkiego — z Polski.

I wtedy nastąpił wywód jednego z rodziców, który lekko mnie… zamurował.

Otóż mieli polską sprzątaczkę. Podobno była świetna, ale niestety nie przyjmowała już nowych zleceń. Ich sąsiadka natomiast właśnie szukała kogoś do sprzątania i może ja przypadkiem nie potrzebuję nowych klientów?

Mnie lekko zacięło.

Na początku naprawdę nie wiedziałam, jak zareagować. W końcu tylko się uśmiechnęłam i powiedziałam:

„Przykro mi, ale to nie moja branża. Pracuję jako chemik.”

Towarzystwo lekko się zaczerwieniło. Nagle okazało się, że sierpniowa pogoda jest wyjątkowo piękna i słoneczna, więc temat rozmowy bardzo szybko zmienił kierunek.

Minęło już od tego zdarzenia kilka lat, a kiedy sobie o nim przypominam, nadal jest mi jakoś dziwnie.

I żeby mnie źle nie zrozumieć — nie mam absolutnie nic przeciwko pracy przy sprzątaniu. To ciężka praca i szczerze mówiąc, sama nie wiem, czy dałabym sobie w niej radę. W naszym domu na przykład mycie okien czy sprzątanie tarasu bardzo chętnie zostawiam mężowi.

Ale przykro mi, że ktoś, nie wiedząc o mnie właściwie nic, na podstawie jedynie informacji, z jakiego kraju pochodzę, od razu założył, kim jestem i czym się zajmuję.

I chyba właśnie to najbardziej mnie w tej sytuacji zabolało.

Nie sama pomyłka. Nie to, że ktoś zapytał o sprzątanie.

Tylko to, jak szybko z jednego prostego „Jestem z Polski” można przejść do całej historii o tym, kim według kogoś powinnam być.

No ale jestem już dużą dziewczynką. Otrzepię piórka i będę robić swoje.

Bo nic tak nie wkurza jak ciągłe ocenianie, szufladkowanie i przypisywanie człowiekowi miejsca, zanim w ogóle da mu się szansę pokazać, kim naprawdę jest.

Kommentare

Hinterlasse einen Kommentar