A może pokażemy coś więcej ?

Pamiętam, jak kilka miesięcy temu zaczęła u mnie kiełkować myśl, żeby coś zacząć pisać. Albo stworzyć. Sama jeszcze wtedy nie do końca wiedziałam co. Pierwszą myślą był Instagram.

Konto mam już od jakiegoś czasu i zaglądam tam raczej sporadycznie — żeby zobaczyć, co nowego u bliższych i dalszych znajomych, znaleźć jakiś nowy przepis albo po prostu popatrzeć na konta osób polskiego pochodzenia mieszkających w Niemczech czy w innych krajach.

I żeby była jasność — jest tam naprawdę sporo ciekawych osób. Są konta, które obserwuję z przyjemnością, bo pokazują życie za granicą w interesujący i normalny sposób.

Ale jest też druga strona.

I ta druga strona zaczęła mnie ostatnio trochę męczyć.

Mam czasami wrażenie, że w internecie bardzo chętnie pokazujemy Polaków za granicą w dwóch skrajnych wersjach.

Pierwsza to ta trochę ironiczna, trochę „z jajem”: Polak, który dużo przeklina, lubi sobie wypić, zawsze coś kombinuje, wie, jak coś załatwić i oczywiście ma swoje typowe polskie przywary. Niby śmiejemy się sami z siebie, więc przecież wszystko jest w porządku. Tylko ile razy można opowiadać w kółko te same dowcipy?

Druga wersja jest dla mnie równie ciekawa.

To Polak, który po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach za granicą jest już bardziej niemiecki niż Niemcy. I nie byłoby w tym absolutnie nic złego — przecież każdy z nas ma prawo zmieniać się pod wpływem miejsca, w którym żyje. Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy wraz z językiem i kulturą kraju, w którym mieszkamy, zaczynamy się wstydzić własnego pochodzenia.

Znam przypadki osób, które nie chciały mówić po polsku w miejscach publicznych, wstydziły się przyznać, skąd pochodzą, a nawet świadomie nie uczyły swoich dzieci języka polskiego.

I zawsze mnie to trochę zastanawiało.

Bo dlaczego właściwie musimy wybierać?

Czy naprawdę nie można być jednocześnie dobrze zintegrowanym mieszkańcem Niemiec i po prostu Polakiem?

Czy znajomość języka niemieckiego musi oznaczać zapomnienie polskiego?

Czy można wychowywać dzieci w Niemczech, szanować kraj, w którym żyjemy, przestrzegać jego zasad, pracować, płacić podatki, mieć niemieckich przyjaciół i jednocześnie powiedzieć im: „A tak przy okazji, moja babcia robi najlepsze pierogi na świecie”?

Moim zdaniem można. Ba, można nawet lubić niemieckie pieczywo i nadal tęsknić za polskim chlebem.

I chyba właśnie tego środka najbardziej brakuje mi w tym całym internetowym obrazie emigracji.

Gdzie są ludzie, którzy pokazują polską kulturę bez cepelii?

Gdzie są książki, muzyka, historia, język, sztuka, architektura?

Gdzie są Polacy, którzy po prostu robią fajne rzeczy i nie muszą przy okazji udowadniać, że są sprytniejsi od systemu?

Gdzie są historie ludzi, którzy wyjechali, pracują, studiują, wychowują dzieci, prowadzą firmy, uczą się, zmieniają zawody, budują sobie życie i czasami po prostu mają dobry dzień?

I oczywiście — są.

Tylko mam wrażenie, że nie zawsze są najbardziej widoczni.

Za to bardzo dobrze widoczni są pseudo-doradcy, którzy w komentarzach namawiają do zmiany kasy chorych, oczywiście najlepiej na tę, z którą akurat sami współpracują. Są piramidy finansowe, cudowne olejki, suplementy sprowadzane z Polski, bo przecież polskie są zawsze lepsze, oraz niezliczone sposoby na to, jak coś obejść, załatwić albo „wyciągnąć”.

I czasami patrzę na to wszystko i myślę:

Naprawdę? To jest obraz, który chcemy po sobie zostawić?

Nie chcę przez to powiedzieć, że mamy udawać, że Polacy nie piją, nie przeklinają, nie kombinują albo że każdy emigrant jest chodzącym ambasadorem polskiej kultury. Oczywiście, że nie.

Mamy swoje wady. Niemcy zresztą też. Francuzi zapewne również.

Po prostu chciałabym czasami zobaczyć coś więcej.

Bo przecież życie Polaka za granicą to nie tylko tęsknota za ojczyzną, pierogi i narzekanie na niemiecką biurokrację.

To także zwyczajne życie.

Dzieci chodzące do niemieckich szkół. Ludzie robiący kariery. Studenci zdający egzaminy. Rodzice uczący swoje dzieci dwóch języków. Ktoś, kto po czterdziestce zaczyna studia. Ktoś, kto zmienia zawód. Ktoś, kto zakłada firmę. Ktoś, kto po prostu rano jedzie do pracy i wieczorem wraca do domu.

I może właśnie dlatego kilka miesięcy temu pomyślałam, że chciałabym zacząć pisać.

Nie dlatego, że mam receptę na emigrację.

Nie dlatego, że wiem wszystko o życiu w Niemczech.

I na pewno nie dlatego, że zamierzam komukolwiek mówić, jak powinien żyć.

Po prostu chciałabym czasami pokazać trochę inny obraz.

Taki, w którym nie trzeba ani wstydzić się tego, skąd się pochodzi, ani udowadniać wszystkim dookoła, że jest się „bardziej niemieckim niż Niemcy”.

Taki, w którym można być trochę stąd i trochę stamtąd.

Mówić po niemiecku, a w domu po polsku.

Kochać Niemcy i tęsknić za Polską.

Krytykować oba kraje, kiedy na to zasługują.

I chyba właśnie dlatego jestem nie całkiem stąd.

Może więc zamiast kolejny raz pokazywać światu ten sam stereotyp, pokażmy coś więcej?

Kommentare

Hinterlasse einen Kommentar